Kultowy sklep nocny w Opolu kończy działalność po 34 latach. Powód- nocne ograniczenie sprzedaży alkoholu. Jego właściciel Władysław Matuszkiewicz w rozmowie z naszą reporterką nie krył żalu.
- Tylko tzw. prohibicja doprowadziła do tego, bo największy utarg mieliśmy z nocnej sprzedaży. Konkurencja nas w dzień wykończyła i tylko w nocy mogliśmy cokolwiek zarobić. Mam ogromny żal, bo to jest kultowy sklep z tradycjami, który wszyscy w Opolu i poza miastem znali. Stało się jak się stało. Rada miasta zdecydowała. Nikt nie przyszedł zapytać się czy nie będę stratny - mówi Władysław Matuszkiewicz, właściciel sklepu.
Teraz właściciela nie stać na opłacenie rachunków czy spłatę długu a tym bardziej na pensje dla pracowników. A przez lata ustawiały się tu długie kolejki.
- Pamiętam, że w poprzednich latach, kilka dni przed rozpoczęciem festiwalu zawsze przychodzili do mnie piosenkarze i obsługa amfiteatru. Mieli najbliżej. I zaopatrywali się w jedzenie, napoje. Teraz już tego nie będzie. Zostałem z długiem na jakoś 30 tysięcy złotych, a towaru mam na 18 tysięcy. Ruchu nie ma w ogóle. Po prostu będę dłużnikiem - opowiada Władysław Matuszkiewicz, właściciel sklepu.
Z końcem stycznia pierwszy i ostatni w Opolu sklep całodobowy zniknie.