Opolscy ratownicy mają już motoambulans. Jest wyposażony i gotowy do wyjazdu. Problem w tym że brakuje mu zgody wojewody i finansowania NFZ. Dlatego na razie nie będą go wykorzystywać by najszybciej dotrzeć do pacjenta i mu pomóc.
- Uruchomimy ten motocykl tak czy inaczej. Będziemy go wykorzystywać do szybkich transportów materiałów biologicznych, głównie krwi. I będziemy ją przewozić np. pomiędzy placówkami w Opolu. Będziemy w stanie też szybciej przetransportować krew chociażby z Wrocławia czy Katowic. Więc motocykl będzie wykorzystany - tłumaczy Jarosław Kostyła, dyrektor Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego.
Jeśli w najbliższych tygodniach wojewoda i NFZ zgodzą się na "uruchomienie" na Opolszczyźnie motoambulansu, to ratownicy rozpoczną dyżury w maju.
- Będziemy teraz też mieli czas na to, by moi ludzie się przeszkolili i nauczyli tego motocykla. My jako jedno z niewielu województw nie posiadamy motoambulansu. Trzeba się też tego nauczyć i do niego przyzwyczaić. Tutaj potrzebni są ludzie, którzy są bardzo mądrzy, świadomi i potrafią reagować w trudnych sytuacjach. I którzy będą potrafić jechać motocyklem na sygnale w korkach i w zatłoczonych miejscach - dodaje Jarosław Kostyła, dyrektor Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego.
Ratownicy mają motoambulansem dojeżdżać do trudno dostępnych miejsc dla zwykłej karetki np. na wyspie Bolko czy w rejonie jezior turawskich.
Dodajmy, że zakup i wyposażenie motocykla kosztowało ponad 300 tysięcy złotych. Opłaciło to w pełni Opolskie Centrum Ratownictwa Medycznego.