Krystyna S. zabiła syna i córkę. Poderżnęła im gardła w ramach zemsty na partnerze. Chciała też ze sobą skończyć

2026-06-11 8:15

Zabiorę ci to, co najbardziej kochasz – takie słowa do partnera miała wypowiedzieć 34-letnia Krystyna S., tuż przed zamordowaniem swoich dzieci: 3-letniego syna i 4-letniej córki. Po wszystkim sama próbowała odebrać sobie życie, a następnie ułożyła martwe maluchy na swoich ramionach. Szokującego odkrycia dokonali dziadkowie zmarłego rodzeństwa. Natychmiast wezwali na miejsce ratowników oraz policję. Kobietę udało się uratować. Jakie były motywy tej przerażającej zbrodni? Zgromadzone przez śledczych fakty budzą absolutne przerażenie.

Do tej niewyobrażalnej tragedii doszło 29 sierpnia 2023 roku w dzielnicy Czarnowąsy w Opolu. Krótko przed godziną 17:00 w jednym z wynajmowanych mieszkań odkryto ciała dwójki małych dzieci: 3-letniego chłopca i jego 4-letniej siostry. Obok nich leżała zakrwawiona 34-letnia Krystyna S., matka ofiar, która chwilę wcześniej dokonała próby samobójczej. Śledczy od początku podejrzewali, że to właśnie ona zabiła swoje dzieci, używając do tego noża tapicerskiego. Przerażającego odkrycia dokonali rodzice partnera 34-latki, którzy przyszli na umówione spotkanie. Początkowo nie mogli wejść do środka z powodu zabarykadowanych drzwi. Gdy w końcu przedostali się do lokalu, zobaczyli makabryczny widok. „Gabryś był na jej prawej stronie, a Natunia na lewej. Przytuliła je, nakryła kołdrą. To jest straszne. Która matka zabija swoje dzieci?” - relacjonowali załamani dziadkowie w rozmowie z dziennikarzami stacji TVN.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?

Zabójstwo w Opolu. Dziadkowie odkryli ciała wnuków z poderżniętymi gardłami

Starsze małżeństwo opisało przed telewizyjnymi kamerami potworny stan, w jakim znajdowały się ofiary. 4-letnia dziewczynka miała na głowie zakrwawione, potargane włosy oraz głęboką ranę szyi sięgającą samej tętnicy. Identyczne obrażenia sprawczyni zadała 3-letniemu synowi. Mimo ogromnego szoku, dziadkowie natychmiast zaalarmowali pogotowie ratunkowe i odpowiednie służby. Na początku byli przekonani, że w mieszkaniu nikt nie przeżył. Szybko jednak okazało się, że Krystyna S., mimo głębokich ran ciętych na nadgarstkach, wciąż żyje. Matka 34-latki przyznała później, że w momencie przybycia ratowników jej córka była nieprzytomna, ale profesjonalna reanimacja przywróciła jej funkcje życiowe.

Ojciec zamordowanych dzieci, pan Tomasz, wyznał w wywiadzie dla stacji TVN, że nie potrafi zrozumieć motywów działania matki Natalii i Gabrysia. Mężczyzna w dramatycznych słowach podsumował swój obecny stan: „Zabrała mi dzieci, zabrała sens i cel. Zabrała też nadzieję na wszystko. Dla kogo mam coś teraz robić? Po co? Jak żyć? Nie ma nawet domu, do którego mógłbym wrócić, nie ma zupełnie nic”.

Partner 34-latki o tragedii dowiedział się jako ostatni. Kiedy wrócił z pracy pod blok, zobaczył mnóstwo wozów policyjnych, ratowników medycznych i trwające już czynności śledcze. Mężczyzna nie miał jeszcze wtedy świadomości, że za chwilę usłyszy najgorszą możliwą wiadomość. Do dziś nie może otrząsnąć się z tego szoku i wciąż szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego spotkał go taki dramat.

Dziennikarz „Super Expressu” nieoficjalnie dowiedział się, że w rodzinie tej funkcjonowała procedura Niebieskiej Karty. Ten fakt błyskawicznie wywołał falę pytań o to, czy tragedii można było w jakikolwiek sposób zapobiec i czy instytucje zareagowały odpowiednio wcześnie.

Mimo to, rodzina cieszyła się dobrą opinią wśród sąsiadów na opolskim osiedlu. Nikt nigdy nie zgłaszał tam żadnych niepokojących incydentów, awantur po alkoholu ani podejrzeń o stosowanie przemocy wobec bliskich. Jedynym mankamentem, na który zwracali uwagę inni, był fakt gnieżdżenia się czwórki osób w bardzo małym mieszkaniu. Co więcej, w przeszłości tych ludzi dotknęło już inne nieszczęście.

Rodzina Krystyny S. straciła dobytek w pożarze. Prośba o pomoc w telewizji

Krystyna S. z rodziną zamieszkała w tym wynajmowanym lokalu po dramatycznych przejściach z przeszłości. Opolscy prokuratorzy potwierdzili, że w styczniu 2022 roku całkowitemu spaleniu uległ ich poprzedni dom. Podczas pożaru stracili absolutnie cały dobytek, a życie uratował im jedynie sąsiad, który zaalarmował ich w ostatniej chwili. „Byliśmy w piżamach, zdążyliśmy tylko wziąć kurtki i buty” – opowiadali wówczas poszkodowani. Zostali zupełnie bez dachu nad głową i środków do życia. Zorganizowano dla nich zbiórkę internetową z celem ustalonym na sto tysięcy złotych, jednak wpłaty szybko wyhamowały. Krystyna S. i jej partner pojawili się nawet w lokalnej telewizji, aby zachęcić do wsparcia. W reportażu wystąpiły też dzieci, czule przytulające się do rodziców, co budowało obraz niezwykle zgranej i ciepłej rodziny. Z pomocą Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie trafili najpierw do mieszkania interwencyjnego, a 13 miesięcy później przenieśli się do wspomnianej kawalerki w Czarnowąsach.

Zaledwie dwa dni po zabójstwie, 31 sierpnia 2023 roku, lekarze wyrazili zgodę na przesłuchanie Krystyny S. Kobietę przewieziono do Prokuratury Rejonowej w Opolu. Śledczy od razu przekazali informację, że matka usłyszy dwa zarzuty morderstwa dokonane w zamiarze bezpośrednim. Oznaczało to, że z premedytacją zaplanowała śmierć dzieci i celowo uszkodziła im szyje nożem. Decyzją sądu 34-latka od razu trafiła do aresztu tymczasowego.

Równolegle ruszyły szczegółowe badania psychiatryczne podejrzanej, mające ustalić, czy była poczytalna w momencie ataku. Zabezpieczono także jej dotychczasową dokumentację medyczną, ponieważ sposób działania sugerował poważne problemy natury psychicznej. W trakcie prowadzonych czynności ustalono dodatkowo, że Krystyna S. ma jeszcze 9-letnią córkę z poprzedniego małżeństwa. Dziewczynki nie było w mieszkaniu podczas tragedii, gdyż bezpiecznie przebywała ze swoim biologicznym ojcem.

Matka morderczyni z Opola przerywa milczenie w TVN. Wolałaby śmierć córki

W trakcie powstawania tego tekstu prokuratura konsekwentnie milczała na temat dokładnych motywów zbrodni. Krystyna S. co prawda opowiedziała śledczym swoją wersję wydarzeń podczas przesłuchania, ale z uwagi na dobro prowadzonego śledztwa, detale jej zeznań zostały utajnione.

Głos zabrała za to matka aresztowanej 34-latki. W kontrowersyjnym wywiadzie dla programu Uwaga! TVN stwierdziła, że jeśli sąd uzna jej córkę za poczytalną, wolałaby, by ta skutecznie odebrała sobie życie. - Chciałaby pani, żeby pani córka żyła i żeby ją bili, maltretowali i wykorzystywali w więzieniu? Taki los jest lepszy? - pytała wyraźnie oburzona matka Krystyny S., wprawiając reporterkę stacji w osłupienie.

Skąd w ogóle wzięła się procedura Niebieskiej Karty? Pan Tomasz wyjaśnił w programie TVN, że podczas jednej z kłótni uderzył partnerkę w ramię. Kobieta wykonała obdukcję i zgłosiła sprawę na policję, po czym miała wycofać zeznania. Awantury jednak nie ustały. „Nie jestem idealnym człowiekiem, bywam nerwowy i porywczy, ale ludzie się kłócą, to nie jest powód”, skomentował zabójstwo dzieci mężczyzna. Matka 34-latki przyznała, że para darła koty dosłownie o wszystko. Według jej wiedzy, dwie godziny przed tragedią Krystyna S. zapowiedziała Tomaszowi, że zabierze mu to, co dla niego najcenniejsze. Rozgoryczony partner wysłał później do telefonu zatrzymanej kobiety SMS, choć wiedział, że go nie przeczyta. Napisał krótko: „jak chciałaś się na mnie zemścić, to trzeba było mi podciąć w nocy gardło. Zabić mnie, a nie dzieci”.

Zabójstwo w Czarnowąsach. MOPR reaguje na tragedię, Sąd wydaje wyrok

Pracownicy opolskiego MOPR-u stanowczo podkreślali w oświadczeniach medialnych, że wykorzystali wszelkie dostępne procedury pomocowe. Zapewnili rodzinie profesjonalnego terapeutę uczącego panowania nad gniewem, z którego wsparcia Krystyna S. i pan Tomasz korzystali. Ponieważ podczas tych spotkań nikt nie zauważył, by dzieciom działa się najmniejsza krzywda, pracownicy socjalni nie przewidzieli czarnego scenariusza.

Ostatnie pożegnanie zmarłego rodzeństwa zaplanowano na 2 września 2023 roku na cmentarzu pod Opolem. Dziennik „Fakt” donosił, że zdruzgotany ojciec wziął udział w uroczystościach pogrzebowych. Natalia i Gabryś spoczęli w jednym grobie, a na wiązance znalazł się napis: „Moim aniołkom – Tatuś”.

Choć organy ścigania długo chroniły detale ze śledztwa, z przecieków prasowych wynikało, że podejrzana tłumaczyła swoje zachowanie tragicznym stanem emocjonalnym i lukami w pamięci. Skarżyła się na trwający od miesięcy kryzys psychiczny, ale jednocześnie nie ukrywała, że to ona zabiła swoje dzieci. Specjaliści z zakresu psychiatrii ostatecznie wydali opinię, w której orzekli o jej pełnej poczytalności w chwili ataku.

Sprawa doczekała się swojego finału w maju 2025 roku, kiedy to Sąd Apelacyjny we Wrocławiu wymierzył Krystynie S. najwyższy wymiar kary. Za okrutne zamordowanie syna i córki kobieta spędzi w więzieniu resztę życia. Została również zobligowana do wypłacenia ojcu dzieci zadośćuczynienia w wysokości 500 tysięcy złotych. Orzeczenie sądu jest prawomocne.

Pokój Zbrodni - Łukasz Litewka