Czujnik czadu uratował pacjenta i ratowników z Prudnika. Myśleli, że to udar
Automatyczne czujki tlenku węgla przypinane do plecaków nie są standardowym wyposażeniem ratowników. W Prudniku taki sprzęt ufundowany prywatnie uratował życie zespołu ratunkowego i pacjenta.
W lutym ratownicy dostali zawiadomienie o objawach udaru mózgu. Po wejściu do mieszkania czujnik wykrył wysokie stężenie czadu. Zaraz po wejściu do mieszkania jeden z podarowanych czujników uruchomił alarm. Okazało się, że w pomieszczeniu panowało wysokie stężenie tlenku węgla – śmiercionośnego, bezwonnego gazu.
Dzięki temu, że natychmiast wiedzieli, z czym mają do czynienia, mogli szybko zareagować i zapobiec tragedii.
- Strach pomyśleć, co mogłoby się stać, gdybyśmy zamknęli za sobą drzwi tego mieszkania nie mając tego urządzenia przy sobie… Ten prezent realnie uratował życie. Nie tylko pacjentowi, ale również nam jako zespołowi - relacjonują Małgorzata Maciuch i Iwona Łaczek z Ratownictwa Medycznego w Prudniku.
Pacjent najprawdopodobniej wróciłby do domu. Cała sytuacja mogłaby zakończyć się tragicznie
Brak czujników może doprowadzić nie tylko do błędnej diagnozy, ale także zagrozić życiu zespołu ratunkowego.
- Jeśli nie ma bezpośredniego zagrożenia życia - przynajmniej tak nam się początkowo wydaje – a pacjent ma objawy takie jak zawroty głowy czy nudności, próbujemy postawić go na nogi jeszcze w mieszkaniu. W tym czasie sami możemy wdychać śmiercionośny tlenek węgla, nie mając o tym pojęcia - mówi Iwona Łaczek, pielęgniarka i ratownik medyczny w Prudnickim Centrum Medycznym.
Jak podkreślają ratowniczki, gdyby nie czujnik otrzymany od Radia ESKA, przypadek mógłby zostać błędnie zdiagnozowany jako zupełnie inna dolegliwość. Tlenek węgla jest bezwonny i niewyczuwalny dla człowieka, a objawy zatrucia czadem (takie jak zawroty głowy czy nudności) łatwo pomylić z symptomami innych chorób.
- Gdybyśmy nie mieli tego czujnika, moglibyśmy uznać, że to udar mózgu. Pacjent trafiłby na SOR, gdzie okazałoby się, że do udaru nie doszło. Objawy najpewniej by ustąpiły, a on wróciłby do tego samego mieszkania. Po pewnym czasie sytuacja mogłaby się powtórzyć, albo mógłby umrzeć - mówi Małgorzata Maciuch koordynator medyczny ratownictwa medycznego w Prudniku.
Ratownicy z Prudnika z czujnikami od ESKI. "Udało się!"
Zdaniem prudnickich ratowników automatyczne czujniki tlenku węgla powinny stanowić standardowe wyposażenie wszystkich zespołów ratownictwa medycznego. Obecnie jednak nie są one elementem obowiązkowego sprzętu, dlatego wiele ekip stara się pozyskać je we własnym zakresie. Te, z których korzystają ratownicy z Prudnika, zostały ufundowane przez Radio ESKA w ramach świątecznej akcji „Kto jest Twoim Mikołajem”.
- Kiedy usłyszałam w Radiu ESKA o konkursie „Kto jest Twoim Mikołajem”, postanowiłam zgłosić naszą oddziałową jako adresata. Poprosiłam o trzy czujniki. Po jednym do każdej z naszych karetek. I udało się! - dodaje Iwona Łaczek.
Czad, czyli tlenek węgla, jest szczególnie niebezpieczny. Bez specjalnego czujnika nie da się go rozpoznać - jest bezbarwny, bezwonny i niewyczuwalny dla człowieka. Po dostaniu się do organizmu wiąże się z hemoglobiną znacznie szybciej niż tlen, przez co blokuje jego transport we krwi. W efekcie dochodzi do niedotlenienia mózgu i serca, co może prowadzić do utraty przytomności, trwałych uszkodzeń zdrowia, a nawet śmierci. Zatrucie czadem może nastąpić szybko i często przebiega bez wyraźnych sygnałów ostrzegawczych.