Spis treści
Społeczność małego Kadłuba jest w głębokim szoku po wydarzeniach, do których doszło w jednym z domów. 17-letniemu Łukaszowi G. postawiono zarzuty bestialskiego zamordowania dwóch członków swojej rodziny. Ofiary to 87-letnia babcia napastnika oraz jego 38-letni ojczym. Dramaturgii całej sytuacji dodaje fakt, że nastolatek nagrał przebieg egzekucji, a drastyczny film udostępnił w sieci. To właśnie te materiały naprowadziły służby na trop mordercy.
Nagranie w sieci postawiło służby na nogi. Policja o kulisach akcji
Funkcjonariusze z Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości natychmiast zareagowali na pojawienie się w internecie materiałów sugerujących popełnienie morderstwa.
- Funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości uzyskali informację na podstawie materiałów opublikowanych w mediach społecznościowych, że na terenie Polski mogło dojść do zbrodni. Policjanci wykorzystując możliwości techniczne namierzyli, gdzie doszło do tego zdarzenia
Takie informacje przekazał w rozmowie z Radiem ESKA Piotr Chwastowski z opolskiej policji. Po dotarciu pod ustalony adres w Kadłubie, mundurowi zastali przerażającą scenę zbrodni. Na miejscu przez wiele godzin pracowali śledczy, technicy kryminalistyki oraz prokuratorzy, używając m.in. skanerów 3D do dokumentacji śladów.
- Te oględziny, które wciąż trwają pozwoliły stwierdzić, że ciała ofiar nosiły liczne rany rąbane, cięte. Niewykluczone, że narzędziem zbrodni w tym wypadku była siekiera bądź inne podobne narzędzie
- poinformował na antenie Radia ESKA prok. Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.
Sąsiedzi o 17-letnim Łukaszu G. Te słowa szokują
Obraz sprawcy, jaki wyłania się z opowieści okolicznych mieszkańców oraz jego współpracowników, drastycznie różni się od brutalności czynu. Łukasz G., uczeń szkoły branżowej dorabiający jako murarz, był postrzegany jako chłopak niezwykle spokojny, wręcz wycofany.
„Gdybyśmy kazali mu zabić pająka na ścianie, on by tego nie zrobił”
- mówi w rozmowie z „Super Expressem” osoba z otoczenia nastolatka. Kobiety z miejscowości wspominają go jako osobę niepozorną i cichą. Choć na opublikowanym filmie 17-latek skarżył się na rzekome poniżanie i wyzwiska w miejscu pracy, jego koledzy z budowy stanowczo odrzucają te oskarżenia. Zapewniają, że nikt nie szukał z nim zwady, a on sam był traktowany z szacunkiem.
Jan Gołębiowski analizuje zachowanie sprawcy. Mówi o dehumanizacji
O komentarz w sprawie zachowania nastolatka poprosiliśmy Jana Gołębiowskiego, cenionego profilera kryminalnego. Specjalista w wypowiedzi dla Radia ESKA podkreśla, że sprawca zamiast zacierać ślady, postanowił się nimi pochwalić publicznie.
- Jego zachowanie jest bardzo manifestacyjne. To ewidentna psychopatologia, trzeba rozważać tylko jaki jest to jej rodzaj - zaburzenie osobowości czy choroba psychiczna
Zdaniem eksperta, opisywane przez otoczenie wycofanie społeczne chłopaka mogło być w rzeczywistości symptomem poważniejszych problemów.
Polecany artykuł:
- Ważną kwestią jest to, że był osobą wycofaną - to może być jeden z objawów jakichś rozwijających się poważnych zaburzeń. Być może się okaże, że ma zaburzenia rozwojowe, że zupełnie inaczej odbiera rzeczywistość. Możliwe, że ma poczucie skrzywdzenia i pewien sposób się za to mści. Wypowiadając się o członkach rodziny „osobnicy” dehumanizuje swoje ofiary, uprzedmiatawia je. Jakie zaburzenia za tym się kryją - trudno mi teraz powiedzieć
Profiler sugeruje, że wybuch agresji nie był nagły, lecz stanowił kulminację dłuższego procesu degradacji psychicznej 17-latka.
- Wiele wskazuje, że stan psychiczny doprowadzający do zabójstwa narastał w nim. Sprawca musiał kumulować swoje emocje, które mogą wynikać z bardzo słabego przystosowania społecznego. To może być choroba psychiczna, jak również wpływ środków odurzających. Prokuratura z policją, nie podawały informacji na ten temat, zapewne zostanie przeprowadzona analiza toksykologiczna krwi sprawcy
- wyjaśnia Gołębiowski.
Poszukiwania nastolatka i finał obławy nad rzeką
Tuż po dokonaniu zbrodni Łukasz G. zbiegł. Policja natychmiast zarządziła szeroko zakrojoną obławę, angażując „łowców głów”, psy tropiące i drony. Uciekiniera ujęto po kilku godzinach, około 45 kilometrów od miejsca masakry. Ukrywał się w zaroślach nad rzeką Osobłoga w powiecie krapkowickim. Podczas zatrzymania nie stawiał oporu i nie posiadał przy sobie broni, choć w pobliżu znaleziono m.in. siekierę, domniemane narzędzie morderstwa.
Polecany artykuł: