Do makabrycznego zdarzenia doszło w czwartek, 22 sierpnia wieczorem w miejscowości Grzędzin (gmina Polska Cerekiew). Roki niepostrzeżenie wydostał się z podwórka. Gdy jakiś czas później właściciel odnalazł go niedaleko bramy, okazało się, że zwierzę jest w krytycznym stanie.
Z początku domownicy nie byli w stanie określić, skąd wzięły się tak rozległe rany na ciele psa. Ponieważ zwierzę mocno krwawiło, rodzina natychmiast próbowała ratować mu życie. W międzyczasie gorączkowo poszukiwano całodobowej kliniki weterynaryjnej, która mogłaby przyjąć zwierzę w środku nocy.
Z relacji właścicielki Rokiego, opublikowanej w dzienniku „Super Express”, wynika, że stan psa pogarszał się z każdą minutą.
- Psa znalazł mąż. Roki miał ranę, z której się sączyła krew. My myśleliśmy na początku, że może próbował gdzieś przez płot i może się zahaczył o coś, gdy nam uciekł. Próbowaliśmy zatamować tą ranę. Wszystko działo się w nocy, więc próbowaliśmy poszukać nocnego weterynarza, było bardzo ciężko. Roki wymiotował, i już drgawki dostawał. Był środek nocy jak w końcu udało nam się dostać do weterynarza
- powiedziała dziennikarzom właścicielka.
Dramatyczna walka weterynarzy o życie psa
Po przewiezieniu do kliniki specjaliści od razu zorientowali się, że pies potrzebuje natychmiastowej operacji. Zabieg chirurgiczny ujawnił przerażającą skalę obrażeń, z jakimi zmagał się Roki.
- Wiadomo było od początku, że jest w ciężkim stanie. Podjęto decyzję o ratowaniu Rokiego. Później się okazało, że miał wszystkie narządy od prawej strony do lewej nerki po prostu przebite. Prawdopodobnie dostał widłami, albo czymś innym ostrym
- wspomina w rozmowie z „Super Expressem” kobieta.
Operacja trwała blisko cztery godziny. Specjalistom udało się w końcu zahamować krwawienie, co dało właścicielom promyk nadziei na ocalenie pupila.
- Panie weterynarz walczyły prawie 4 godziny. Operacja się udała, udało się ten krwotok zatamować. Mieliśmy już nadzieję, że będzie dobrze, ale później dostaliśmy telefon rano, że zmarł. Serce mu po prostu stanęło, próbowali go reanimować
- wyznała dziennikowi zrozpaczona właścicielka.
„Weterynarz była zszokowana, pierwszy raz widziała tak potworne rany”
Dla właścicieli strata ukochanego czworonoga była bolesnym przeżyciem. Dodatkowo wstrząsnął nimi fakt, że skala obrażeń była tak olbrzymia, iż zaskoczyła nawet doświadczony personel medyczny.
- Wszyscy byli w szoku. Pani weterynarz pierwszy raz widziała takie coś, żeby tak skatować zwierzę
- opisała reakcję weterynarza na łamach „Super Expressu”.
Rodzina zapamiętała Rokiego jako bardzo ugodowego i wiernego psa. Zwierzę nie pochodziło z żadnej hodowli - był to mieszaniec rasy labrador, którego rodzina wcześniej przygarnęła.
- To był mieszaniec Labradora. On był taki naprawdę, wdzięczny pies. My go przygarnęliśmy
- wyznała rozmówczyni.
Właściciele psa są zdeterminowani, by wyjaśnić okoliczności jego śmierci. Uważają, że niezwykle ważne jest ustalenie sprawcy okrucieństwa, jakiego doznał Roki, podczas gdy znajdował się na wolności.
Rodzina z Grzędzina szuka monitoringu i apeluje do świadków
Rodzina apeluje o pomoc do wszystkich osób, które w wieczór 22 sierpnia znajdowały się w rejonie ulicy Raciborskiej w Grzędzinie. Najbardziej interesujący jest czas między godziną 19:00 a 23:00. Nawet pozornie błahe informacje mogą okazać się kluczowe w tej sprawie.
Właściciele zmarłego psa proszą również o przejrzenie zapisów z kamer na prywatnych posesjach. Materiał wideo może być niezwykle cenny i wskazać, kto mógł zbliżać się do psa lub pojawić się na miejscu zdarzenia.
- Zależy mi właśnie na tym, żeby ktoś za to odpowiedział, bo dzisiaj jest pies, a później kto będzie?
- podkreśla właścicielka.
Każdy, kto posiada jakiekolwiek informacje w tej sprawie, powinien niezwłocznie zgłosić się na policję. Właściciele udostępnili także swój numer kontaktowy: 733 437 526, z prośbą o przekazanie ewentualnych wskazówek.