Makabryczne odkrycie zwłok 53-letniej Beaty C. przez długi czas wstrząsało mieszkańcami Opola. Zwęglone szczątki ofiary leżały na trawniku w rejonie ulicy Domańskiego w Opolu. Śledczy oskarżyli o tę zbrodnię Edwarda B., który w swoim środowisku posługiwał się pseudonimem „Truskawa”. Obecnie w tej głośnej sprawie zapadł wreszcie ostateczny werdykt sądu apelacyjnego.
Sąd apelacyjny we Wrocławiu obniżył wyrok dla Edwarda B.
Sąd pierwszej instancji nie miał wątpliwości i posłał Edwarda B. do celi na 25 lat, przypisując mu bezpośrednią winę za zabójstwo. Obrońcy mężczyzny nie złożyli jednak broni i wnieśli apelację, podważając nie tylko sposób interpretacji zgromadzonych śladów, ale również samą klasyfikację prawną ataku. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez serwis nto.pl, wrocławski Sąd Apelacyjny przychylił się do tych argumentów i radykalnie zmodyfikował orzeczenie. Skład orzekający stwierdził brak dowodów na celowe działanie sprawcy, co poskutkowało złagodzeniem kary do zaledwie 12 lat pozbawienia wolności.
- Łańcuch poszlak w tej sprawie stanowi zamknięty zbiór, pozwalający na ustalenie, że oskarżony pozbawił życia Beatę C. Motyw działania oskarżonego nie został jednak ustalony, więc nie wiemy, z jakiego powodu zadał uderzenia, nie znamy okoliczności tego zdarzenia, albowiem oskarżony ich nie ujawnił
- mówił sędzia Jerzy Skorupka, którego słowa przytacza „Nowa Trybuna Opolska”.
Sąd oparł się w dużej mierze na szczegółowych analizach eksperckich. Jak wskazywali orzekający, „Biegły jasno podkreślił na rozprawie, że uderzenia zostały zadane ze średnią siłą. Doprowadziły one jednak do wykrwawienia pokrzywdzonej i w konsekwencji do jej śmierci”. W związku z takimi wnioskami z sekcji zwłok, sąd ostatecznie zakwalifikował zachowanie napastnika wyłącznie jako spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym.
Mieszkaniec Opola znalazł spalone ciało Beaty C. pod drzewem
Makabrycznego znaleziska dokonano o poranku 30 października 2024 roku. Przypadkowy przechodzień dostrzegł dym niedaleko schodków łączących opolskie ulice Hallera oraz Domańskiego. Gdy podszedł znacznie bliżej, z przerażeniem uświadomił sobie, że płomienie trawią ludzkie zwłoki.
- Początkowo myślałem, że palą się śmieci. Ciało było tak zwęglone, że w pierwszej chwili go nie zauważyłem. Później przy moich nogach dostrzegłem głowę. Ogień był już wtedy niewielki, wydobywał się z okolic klatki piersiowej. Wcześniej musiał być dużo większy, bo wypalony był około metrowy krąg wokół ciała. Nadpalone zostało też drzewo
- mówił na sali rozpraw kluczowy świadek zdarzenia, którego cytuje „Nowa Trybuna Opolska”.
Służby miały ogromne problemy z szybkim rozpoznaniem tożsamości zmarłej. Po dokładnych badaniach potwierdzono ostatecznie, że spalone szczątki należą do 53-letniej Beaty C.
Szybkie zatrzymanie Edwarda B. Ślady DNA pogrążyły oprawcę
Przedstawiciele opolskiej Prokuratury Okręgowej już w 2024 roku chwalili się błyskawiczną reakcją służb, która doprowadziła do ujęcia domniemanego sprawcy w niespełna dwie doby od ujawnienia zbrodni. Funkcjonariusze podczas przeszukań zebrali twarde dowody, w tym nakrycie głowy przypisane bezpośrednio Edwardowi B. Prawdziwym przełomem okazała się jednak odzież mężczyzny, na której technicy kryminalistyczni odkryli wyraźne ślady biologiczne zamordowanej 53-latki.
Polecany artykuł:
- Zwęglone zwłoki kobiety ujawniono w dniu 30 października br. na terenie zielonym przy ul. Domańskiego w Opolu
- przekazywali oficjalnie śledczy na początku postępowania.
Mundurowi bardzo szybko trafili również na trop potencjalnego motywu, informując: „W szczególności zdołano uzyskać informacje wskazujące, że pokrzywdzona, której tożsamość została równie szybko ustalona, obawiała się Edwarda B. ponieważ ten kilkukrotnie składał jej intymne propozycje, a które ofiara odrzucała”. Mechanizm zbrodni zrekonstruowany przez prokuraturę zakładał, że podejrzany brutalnie uderzył kobietę w głowę nieznanym przedmiotem, co wywołało masywny krwotok i doprowadziło do jej tragicznego zgonu.
Edward B. zaprzecza winie. Finał sprawy śmierci 53-latki
Skazany przez cały okres śledztwa i procesu konsekwentnie odrzucał wszelkie zarzuty dotyczące zabicia kobiety. Kategorycznie wypierał się również jakichkolwiek zalotów czy napastowania seksualnego zmarłej 53-latki. Szala sprawiedliwości przechyliła się na jego niekorzyść głównie za sprawą zakrwawionych ubrań, które niezbicie łączyły go z miejscem zbrodni. Chociaż Edward B. desperacko tłumaczył przed sądem, że padł ofiarą perfidnej intrygi, oskarżyciele skutecznie udowodnili bezsprzeczną logikę zebranych materiałów operacyjnych.
- Edwardowi B. prokurator przedstawił zarzut zabójstwa poprzez zadanie ofierze – Beacie C. (53 lata) kliku ciosów w głowę bliżej nieustalonym przedmiotem i spowodowanie szeregu obrażeń w tym otwartej rany w okolicy czołowej, która doprowadziła do wykrwawienia - przekazywała prokuratura w Opolu.
Obecne stanowisko Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu bezpowrotnie zamyka drogę odwoławczą w tej wstrząsającej sprawie. Edward B. spędzi za kratami dokładnie 12 lat, ponieważ prawomocnie udowodniono mu spowodowanie ciężkich obrażeń ciała, które bezpośrednio skutkowały zgonem ofiary.
Polecany artykuł: